O roli nauczyciela i ucznia w praktyce
Dla mnie nauczyciel/ka przewodnik/przewodniczka to nie ktoś, kto staje wyżej, mówi jak ma być i oczekuje, że będziesz za tym ślepo podążać. To soba, która dzieli się swoją drogą, doświadczeniem, swoim czuciem. Potrafi powiedzieć: „u mnie zadziałało to” i pokazać, jak do tego doszło. Tłumaczy nie tylko „co”, ale przede wszystkim „dlaczego”.
Nie zasypuje gotowymi odpowiedziami. Daje narzędzia, pokazuje kierunki, a decyzje zostawia osobie praktykującej. Nie zrobi za ciebie zadania. Nie będzie za ciebie na macie. Nie przeżyje za ciebie tego, co może cię w tej praktyce naprawdę zmienić.
Wielokrotnie słyszę: „chcę zrobić to i to, powiedz, co mam robić.” I oczywiście, mogę dać wskazówki, zaproponować plan, podzielić się tym, co działa. Ale jeśli ciało jeszcze nie jest gotowe, jeśli wiem, że droga powinna wyglądać inaczej – powiem to szczerze. Choć wiem, że czasem to nie jest mile widziane. Bo łatwiej jest usłyszeć potwierdzenie niż prawdę.
Czasem też trzeba do tych wskazówek… dojrzeć. Żeby coś zrozumieć naprawdę, muszą być w tobie uruchomione pewne systemy: czucie, koncentracja, regulacja napięcia, świadomość oddechu, gotowość mentalna. I dopiero wtedy inne rzeczy zaczynają wskakiwać na swoje miejsce. To proces wielopoziomowy. Długi, ale opłacalny. Czas i tak płynie. Od ciebie zależy, w jakich warunkach będzie odpływał. Czy coś w tobie się będzie rozwijało, czy tylko kręciło w kółko.
Zdarza się, że osoba się buntuje. Odchodzi. Szuka kogoś, kto obieca szybciej, więcej, mocniej. Ale ja nie lubię iluzji. Wolę się mile zaskoczyć niż nieprzyjemnie rozczarować.
Dlaczego, kiedy ktoś dzieli się ze mną swoim progresem, pisze o efektach, zawsze odpowiadam: „to twoja zasługa” Bo dokładnie tak jest. Ja mogę coś pokazać, nazwać, ułożyć w sekwencję, ale to, co ty z tym zrobisz, ile czasu poświęcisz, ile razy powtórzysz, na ile będziesz szczery wobec siebie, to już nie ode mnie zależy.
Nauczyciel/ka to osoba, która też się uczy. Która szuka. Która zadaje pytania. Nie udaje, że zna jedyną słuszną odpowiedź. Przekazuje wiedzę w taki sposób, żeby coś zostało, nie tylko w ciele, ale też w głowie i w sercu. Szuka języka, który dotrze. I wie, że czasem trzeba motywować, a czasem po prostu być, pozwolić na przeżywanie.
Najbardziej cieszy mnie nie to, że ktoś powtórzy mój ruch czy nauczy się tej samej pozycji. Cieszy mnie, kiedy ktoś mówi: „Poczułam. Zrozumiałam. Odkryłam.” Bo właśnie wtedy wiem, że jestem przewodniczką, a nie kimś, kto tylko przekazuje instrukcje, prowadząc monolog wewnętrzny.
Na koniec chcę dodać coś ważnego: jestem też człowiekiem. Mam swoje życie, swoje ograniczenia, swoich nauczycieli. Nie urodziłam się z tą wiedzą, doszłam do niej sama. Często błądząc, często uparcie, czasami też wątpiąc, czasami z chęcią porzucenia. Ale zawsze z ciekawością, z otwartością i na szczęście z ludźmi, którzy we właściwych momentach dodawali mi wiatru w skrzydła.
🙏🏻💙

DJ
