Widziałam wiele razy: ktoś ćwiczy latami, ma siłę, a jednak pewne ruchy wciąż nie wychodzą tak, jak by chciał. Bywa, że wraca z siłowni z mocnymi mięśniami, ale w praktyce jogi w kluczowym momencie ciało „rozjeżdża się” dokładnie tak jak wcześniej.
Z mojej perspektywy wynika to z tego, że sama siła to surowy materiał, a nie gotowy ruch.
Często podczas ćwiczeń ciało idzie na skróty. Uruchamia głównie te włókna mięśniowe, które zna i które są „łatwo dostępne”, a reszta pozostaje w uśpieniu. Mam wrażenie, że te „uśpione” włókna są kluczowe dla stabilności, ochrony stawów i siły w końcowej fazie ruchu.
Kiedy ćwiczymy z pełną świadomością pracy mięśnia, zaczyna się dziać coś innego, mózg wysyła sygnały także do tych włókien, które wcześniej się nie włączały. W nauce mówi się o zwiększeniu rekrutacji jednostek motorycznych. W praktyce to wygląda tak, że nagle w tym samym ciele pojawia się więcej siły, lepsza kontrola i większa wytrzymałość.
Z mojego doświadczenia wynika, że jeśli ktoś odkłada naukę ruchu „na później” i idzie po siłę w inne miejsce, to po powrocie często zderza się z tą samą barierą co wcześniej. Tak jakby pianista ćwiczył tylko siłę palców na ściskaczu, a nie dotknął klawiszy, moc jest, ale ruch wciąż nie jest opanowany.
Być może dlatego moje zajęcia bywają dla niektórych trudne. Staram się na nich nie tylko uczyć ruchu, ale też pokazywać, jak zwiększać świadomość i uruchamiać coraz większą liczbę włókien mięśniowych. Wymaga to skupienia, cierpliwości i otwartości na inny sposób pracy z ciałem, ale daje postęp, który zostaje na długo, a nie znika po kilku tygodniach przerwy.
Świadectwem tego jest moja własna praktyka i sposób, w jaki ją przekazuję. To, co pokazuję, wynika z moich doświadczeń, wiedzy i godzin spędzonych na macie, samodzielnie, jak i z praktykującymi. To nie jest teoria, tylko proces, który sama przechodziłam i nadal przechodzę.
DJ
