Nie łatwo odpowiedzieć sobie na pytanie, czy naprawdę czuję, czy tylko dobrze kontroluję ruch. Zwłaszcza wtedy, gdy wiem, jak coś powinno wyglądać i potrafię to odtworzyć. Kiedy ciało układa się „poprawnie”, kolano jest tam, gdzie trzeba, kręgosłup długi, a ruch zgodny z instrukcją, łatwo uznać, że to już jest czucie. A jednak bardzo często to wciąż jest kontrola.
Przez większość życia funkcjonujemy, opierając się na widzeniu i słyszeniu. Patrzymy, jak coś wygląda. Słuchamy, co mamy zrobić, jak się ustawić, co poprawić. Te dwa systemy są szybkie, precyzyjne i dobrze wytrenowane. Dają jasne informacje zwrotne. W ruchu działają dokładnie tak samo — obraz pozycji i instrukcja prowadzą nas krok po kroku. I to jest potrzebne. Ale to jeszcze nie jest czucie.
Czucie pochodzi z innego miejsca. To informacja zwrotna płynąca z ciała: napięcie albo jego brak, ciężar, który rozkłada się inaczej niż chwilę wcześniej, opór tkanek, pulsowanie, mikroruchy, których nie da się zobaczyć z zewnątrz. To także zmiana jakości oddechu — nie jego długości czy rytmu, ale tego, czy staje się płynniejszy, czy zaczyna się łamać, przyspieszać albo zatrzymywać. Te sygnały są obecne cały czas, tylko nie zawsze są zauważane.
Jeśli przez większość dnia korzystamy głównie z widzenia i słyszenia — ekranów, komunikatów, zadań do wykonania — te systemy stają się dominujące. Są odporne, szybkie, sprawne. Czucie natomiast, jeśli nie jest zapraszane do uwagi, zaczyna działać ciszej. Nie znika, ale staje się mniej precyzyjne, mniej dostępne, łatwiejsze do zagłuszenia napięciem albo potrzebą kontroli.
Dlatego można bardzo poprawnie wykonywać ruch, a jednocześnie nie wiedzieć, co tak naprawdę w nim pracuje. Można mieć poczucie bezpieczeństwa wynikające z tego, że „robię dobrze”, a jednocześnie nie czuć, gdzie pojawia się wysiłek, a gdzie nadmiar napięcia. Kontrola daje jasne ramy — coś jest albo prawidłowe, albo nie. Czucie takich etykiet nie daje..
I właśnie w tym miejscu często pojawia się niepewność. Bo jeśli nie ma jednoznacznej odpowiedzi, łatwo pomyśleć, że „to jeszcze nie to”, że „powinnam czuć coś więcej”, że „nie wiem, czy to jest czucie”. Tymczasem czucie rzadko bywa spektakularne. Częściej jest subtelne, zmienne. To raczej pytanie o różnicę — co zmieniło się w porównaniu do poprzedniego momentu — niż o ocenę, czy coś jest dobre albo złe.
Czucie rozwija się dokładnie tak samo jak każdy inny system. Im częściej jest używane, tym szybciej zaczyna odpowiadać. Im częściej kierujemy uwagę na sygnały z ciała, tym więcej ich zauważamy i tym szybciej pojawia się informacja zwrotna. Z czasem łatwiej odróżnić napięcie, które stabilizuje, od napięcia, które tylko trzyma. Łatwiej zauważyć moment, w którym oddech wspiera ruch, i moment, w którym zaczyna go ograniczać.
Wtedy ruch przestaje być tylko odtwarzaniem formy, a zaczyna być rozmową. Nie zawsze wygodną, nie zawsze jasną, ale żywą. Kontrola jest potrzebna — daje kierunek i strukturę — ale nie zastępuje czucia. Staje się jednym z elementów, a nie jedynym punktem odniesienia.
To, czym się tutaj dzielę, to obserwacje, refleksje zbierane przez lata praktyki własnej, uczenia się bycia w ciele uważnie, bycia w tym słynnym tu i teraz. Zostawiam ten tekst jako zaproszenie przemyśleń własnych, do zauważania sygnałów z ciała i do sprawdzania ich w swoim doświadczeniu.
DJ
