Zawsze rzucałam się na głęboką wodę. Nie kalkulowałam, nie sprawdzałam, czy dam radę. Skakałam, a dopiero potem uczyłam się pływać. Mózg tego nie znosił – wolał powtarzalność, bezpieczeństwo i znane ścieżki. Ale dziś wiem, że to właśnie tam, gdzie czułam strach, zaczynał się mój rozwój.
Małe cele mnie nie poruszały. Są wygodne, przewidywalne, łatwe do zaplanowania. Ale dla mózgu nie są żadnym wyzwaniem. Nie budzą go, nie zmuszają do wysiłku, nie przebudowują. Brak nowości to brak energii. Możesz być zajęty od rana do nocy, a w środku przez lata tkwić w tym samym miejscu.
Dlatego nigdy nie pociągały mnie słowa „równowaga” i „harmonia”. Równowaga to stagnacja – informacja, że etap został zamknięty i czas zrobić krok do przodu. To nie jest cel. To tylko sygnał, że trzeba ruszyć dalej.
Bardziej niż jędrne ciało interesował mnie jędrny mózg. Ciało można wyćwiczyć schematem i rutyną. Ale mózg, jeśli nie dostaje bodźców, wiotczeje szybciej niż mięśnie. Traci świeżość, ciekawość, zdolność do odkrywania. Tylko jędrny mózg pozwala naprawdę się rozwijać. Może to bierze się z mojej historii. Nie mam szkoły średniej. Kiedyś widziałam w tym słabość. Dziś wiem, że właśnie ten brak zmusił mnie do szukania własnych dróg, do myślenia inaczej, do wychodzenia poza schemat. To, co kiedyś było kompleksem, stało się siłą.
W relacjach też zmieniłam perspektywę. Nie interesuje mnie stawianie granic – bo granice łatwo mogą stać się murem. Zamiast tego chcę uczyć się komunikacji. To trudniejsze, ale właśnie to jest kolejnym wielkim wyzwaniem. Bo prawdziwa bliskość rodzi się nie z ciszy ani dystansu, ale ze szczerego dialogu.
W pracy nigdy nie chodziło o „więcej zarabiać”. Od początku najważniejsze było dla mnie robić to, co czuję i co mnie porusza. To wymagało odwagi, czasem kosztowało więcej niż szybkie rozwiązania, ale tylko tak moja praca nabierała sensu.
Wielkie cele działają inaczej niż małe. Najpierw budzą strach, potem ekscytację. I to właśnie ta mieszanka zmienia wszystko. Małe cele nie wywołują takiej reakcji – są dla mózgu zbyt proste. Wielkie cele każą mu szukać nowych dróg. To dzięki nim człowiek naprawdę się zmienia.
Małe cele karmią rutynę. Wielkie cele przebudowują człowieka.
I wiem jedno: jeśli nie czuję choćby lekkiego dreszczu, jeśli nie pojawia się gęsia skórka, to znaczy, że cel jest za mały, żeby cokolwiek we mnie zmienił.
Nie chcę życia w równowadze. Bo równowaga to stagnacja – znak, że czas zrobić krok do przodu. Chcę życia, które mnie porusza. Życia, które stawia wyzwania mojemu mózgowi. Życia, w którym strach i ekscytacja idą razem.
Bo tylko wtedy naprawdę czuję, że żyję 🙂
DJ
